blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(28)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Magic.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2011

Dystans całkowity:392.61 km (w terenie 270.75 km; 68.96%)
Czas w ruchu:25:20
Średnia prędkość:15.50 km/h
Maksymalna prędkość:54.20 km/h
Suma podjazdów:5128 m
Maks. tętno maksymalne:171 (95 %)
Maks. tętno średnie:146 (81 %)
Suma kalorii:19500 kcal
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:35.69 km i 2h 18m
Więcej statystyk

Śnieżnik - reaktywacja

Niedziela, 27 listopada 2011
Km: 26.48 Km teren: 26.48 Czas: 02:49 km/h: 9.40
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 2.0°C HRmax: 171171 ( 95%) HRavg 140( 77%)
Kalorie: 2251kcal Podjazdy: 937m Sprzęt: Bielik Aktywność: Jazda na rowerze
Wstaję rano i widzę, że słońce zaczyna przebijać się przez chmury. Momentami widać Śnieżnik, więc chyba powtórzę wczorajszy wjazd, aby móc popodziwiać widoki z góry.
Ruszam najkrótszą drogą w kierunku schroniska. Na szczęście droga, choć w dużej części kamienna, ale całkiem przyzwoita dla roweru. Po 10 minutach jestem już na 900 m n.p.m., ale tu zaczyna się „spowolnienie” – jest dziś tak ładnie, że co kilkaset metrów zatrzymuję się na kolejne sesje zdjęciowe – a to strumyczek, a to mgiełka, a to oszronione drzewka itp., itd. :-)
Droga na Śnieżnik © Magic

Magiczna droga © Magic

Docieram wreszcie do schroniska. Dziś wygląda zupełnie inaczej niż wczoraj – widoczność idealna, nieco chmur, białe drzewa dookoła – prawdziwa sielanka.
Schronisko na Śnieżniku © Magic

Magiczne drzewko koło schroniska © Magic

Wchodzę do środka i serwuję sobie herbatkę z sokiem malinowym dla ogrzania oraz szarlotkę dla wzmocnienia – od razu lepiej! Coś większego zjem po zjeździe z góry.
Wjazd na szczyt dziś nieco trudniejszy niż wczoraj – w kilku miejscach leży „śniegopodobna” warstwa szadzi opadłej z drzew i tam trzeba bardziej uważać, a na samym szczycie wiatr duje że hej! Zapowiadali na dzisiaj mocne wiatry w całej Polsce, a co dopiero tutaj! Na szczęście byłem na szczycie jeszcze przed największymi podmuchami i dałem radę tu „posiedzieć” dość długo – szkoda było zjeżdżać przy takiej widoczności. :-)
Tablica informacyjna na szczycie © Magic

Spacer w chmurach © Magic

Widok ze Śnieżnika © Magic

No to jedziemy! © Magic

Po zjeździe ze szczytu tradycyjny posiłek w schronisku – tym razem zaserwowałem sobie zestaw specjalności, czyli kwaśnicę i naleśniki z serem + oczywiście herbatkę z sokiem. Od razu zrobiło się dużo lepiej po wychłodzeniu na szczycie.
Ze schroniska ruszam w kierunku Czarnej Góry (podobnie jak wczoraj), ale dziś dojeżdżam aż na jej szczyt. Po drodze zupełnie inne widoki niż wczoraj – za mną panorama Śnieżnika jak na dłoni, a przede mną widoki na górskie doliny. Na Żmijowej Polanie odbijam w lewo – chcę dojechać zielonym szlakiem rowerowym aż na szczyt Czarnej Góry. Wg. mapy powinno to być możliwe, ale droga odpowiednia dla rowerów kończy się przy nadajniku telewizyjnym, a potem jest już tylko błądzenie po lesie – niby jakiś szlak jest, ale jechać, to się raczej tam nie da... No a na sam szczyt pozostaje jedynie szlak pieszy i trzeba się tam gramolić z rowerem. Na szczęście warto było, bo na samej górze czeka wieża widokowa i piękna panorama Sudetów – nawet Śnieżkę widać daleko na horyzoncie.
Wieża widokowa na szczycie Czarnej Góry © Magic

Zaduma przed zachodem © Magic

Pożegnanie ze Śnieżnikiem - widok ze zbocza Czarnej Góry © Magic

Ze szczytu schodzę/zjeżdżam szlakiem pieszym w kierunku Żmijowej Polany, a stamtąd szybki zjazd (z obowiązkowymi „hopkami”!) i po kilku minutach jestem na miejscu.
Wyjazd pod Śnieżnik uznaję za bardzo udany! Pobity i wyrównany rekord wysokości na rowerze, dwa dni podjazdów powyżej 900 m (przejechane bez problemu), żadnej gleby (nie licząc tej nie-rowerowej przy próbie podejścia do strumyka :-)), nie po raz pierwszy dzień po dniu ten sam szczyt a jakby zupełnie inny z powodu zmieniającej się pogody no i dwie karty pamięci zapełnione – będzie z czego wybierać!
Muszę też wspomnieć o Bielasie - spisał się rewelacyjnie! Żadnych problemów na podjazdach i w mroźnym wietrze. Być może pierwszy Bielik na Śnieżniku, w końcu to nie są tereny dla tych ptaków :-)

Wyżej, wyżej, wyżej!

Sobota, 26 listopada 2011
Km: 23.61 Km teren: 18.00 Czas: 02:29 km/h: 9.51
Pr. maks.: 54.20 Temperatura: -2.0°C HRmax: 171171 ( 95%) HRavg 146( 81%)
Kalorie: 2148kcal Podjazdy: 972m Sprzęt: Bielik Aktywność: Jazda na rowerze
Wyruszam z Janowej Góry (ok. 830 m n.p.m.) w kierunku Jaskini Niedźwiedziej. Początkowo jest super – w dół i w dół. Niestety licznik coś dziś szwankuje (nie chce współpracować a czujnikiem na Bieliku?) no i nie wiem nawet jak szybko jadę.
Po ok. 1.5 km mijam sztolnię kopalni uranu – dowiaduję się, że można ją zwiedzać do 16.30 – może tu zajadę przed zmrokiem. Zjeżdżam do Kletna i tu, na wysokości nieco ponad 700 m n.p.m. skręcam w kierunku Śnieżnika.
Ostatnie zrywy jesieni © Magic

Jak się później okazało, skręciłem nie w tą drogę, którą chciałem (przegapiłem drogę do jaskini i pojechałem niebieskim szlakiem rowerowym w lewo zamiast w prawo :-)) i przez to nie dojechałem do jaskini, ale, jak się jeszcze później okazało, nic nie straciłem, bo jaskinia i tak jest teraz zamknięta...
Zaczyna się podjazd – miałem nadzieję na jakieś „luźniejsze kawałki” po drodze, ale gdzie tam – mniej lub bardziej (dużo częściej bardziej), ale cały czas w górę, w zasadzie aż do końca... Na wysokości ok. 850 m n.p.m. orientuję się, że jadę inną trasą niż zamierzałem, ale nic to – w końcu i tak wszystkie drogi w okolicy prowadzą na Śnieżnik (1425 m n.p.m.). Przeskakuję tylko z niebieskiego szlaku rowerowego na zielony i już jest OK. Jest dobrze – dość szybko dojeżdżam do kilku historycznych miejsc, np.:
• 966 m n.p.m. (chrzest Polski)
• 1025 m n.p.m. (koronacja Bolesława Chrobrego) itd. itp. :-)
Na 1000 m n.p.m. wita mnie czarna wiewiórka, ale nie daje się niestety sfotografować. Dojeżdżam do Przełęczy Śnieżnickiej (1123 m n.p.m.) – tu mała sesyjka z okazji wjazdu w chmury :-). To już tylko kawałeczek do mojego rowerowego rekordu wysokości (ok. 1140 m n.p.m.) ustanowionego całkiem niedawno temu na Przehybie. Ruszam dalej i w ten sposób biję życiówkę, hurra! :-)
Dojeżdżam do schroniska Na Śnieżniku (1218 m n.p.m.). Niewiele widać dookoła, samo schronisko jest widoczne z odległości jakichś 50 m.
Schronisko we mgle © Magic

Schroniskowy termometr © Magic

Wchodzę i funduję sobie kwaśnicę (wyśmienita!) oraz jajecznicę (nieco gorsza) oraz piję czekoladę – pozwala mi ona rozwiać wątpliwości co do dalszych planów – mimo mgły i sporego wiatru ruszam na Śnieżnik! Od schroniska jest jeszcze jakieś 200 m do góry, ale droga staje się ekstremalnie wymagająca – dużo kamieni i konarów. Jakoś daję radę do granicy, ale póżniej już nie bardzo, niestety część podjazdu staje się podejściem z rowerem ale inaczej nie da rady. I tak mam szczęście, że nie ma śniegu i oblodzeń, więc wciąż sporymi kawałkami staram się podjeżdżać. Ostatecznie docieram do ok. 1400 m n.p.m. i stąd już tryumfalnie wjeżdżam na sam szczyt! :-)
Na Śnieżniku © Magic

Na szczycie nie może się obejść bez sesji zdjęciowej. Ludzi jest niewiele, sami piesi – jakaś grupka Czechów, którzy dziwnie przyglądają się rowerowi (hmmm...), dwie pary Polaków i na koniec pojawia się fotograf w koszulce z krótkim rękawkiem. Jestem w szoku – ja mam na sobie dwie bluzy + „superszczelną” kurtkę z podbitką chyba puchową i mimo tego jest mi chłodno, na aparacie pojawiają się kryształki lodu, ściągnięta mokra czapka (na głowie mam drugą suchą) już zesztywniała od mrozu, a ten gościu wchodzi na szczyt w koszulce z krótkim rękawkiem i nic! Rozmawia i robi zdjęcia jakby był na plaży w Egipcie! Brrrrr...
Drogowskaz na szczycie © Magic

Kto zgadnie, co to jest? © Magic

Zjazd do schroniska jak i wjazd – kawałki trzeba było odpuścić, ale ¾ zjazdu „zrobiłem”. W sumie to sam się zaskoczyłem jak mi dobrze szło pomiędzy konarami :-). W schronisku tym razem super smaczny naleśniczek z serem i jazda dalej – w kierunku Czarnej Góry.
Drzewa na granicy chmur © Magic

Na Żmijowej Polanie odbiłem w dół, żeby zdążyć na zwiedzanie sztolni. Zjazd to była fantazja! Popędziłem śmiało, a dzięki regularnie powtarzającym się odwodnieniom przecinającym drogę nauczyłem się podskakiwać na rowerze. Wow! Co za frajda – hop, hop! Później już skakałem nawet bez odwodnień. :-)
Do sztolni dotarłem 15.15, więc załapałem się jeszcze na zwiedzanie (już bez roweru, choć i on wjechał do sztolni) – widziałem bryłkę czegoś tam z uranem, mnóstwo różnych skał i rud a nawet dwa nietoperze.
Sztolnia kopalni uranu w Kletnie © Magic

Nietoperz w sztolni © Magic

Po wycieczce po sztolni powrót pod górkę na zasłużony odpoczynek. Niewiele zabrakło mi do 1000 m podjazdów w ciągu dnia, ale co tam – na Śnieżniku byłem!
Nowy rekord wysokości - 1425 m n.p.m. © Magic

Świetlana przejażdżka

Czwartek, 24 listopada 2011
Km: 20.50 Km teren: 12.00 Czas: 01:12 km/h: 17.08
Pr. maks.: 40.70 Temperatura: 2.0°C HRmax: 170170 ( 94%) HRavg 117( 65%)
Kalorie: 910kcal Podjazdy: 200m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Wszystko już opisali pozostali uczestnicy :-)
- adas172002
- Turysta
- Luszi

Pośród mgieł

Poniedziałek, 21 listopada 2011
Km: 40.31 Km teren: 23.00 Czas: 01:49 km/h: 22.19
Pr. maks.: 42.40 Temperatura: 6.0°C HRmax: 160160 ( 88%) HRavg 138( 76%)
Kalorie: 1475kcal Podjazdy: 399m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Kółeczko po polach i lasach niemal standardowym szlakiem.
Pierwsza część, do Turza, jeszcze w dzień, a powrót już przy całkowitej ciemności. Nie było księżyca, więc jedyne światło w lesie to była lampka. Mimo tego i mimo podnoszącej się mgły było całkiem sympatycznie. Przyzwyczajam się powoli do takich warunków.
:-)

Szaro, buro, ponuro...

Sobota, 19 listopada 2011
Km: 35.50 Km teren: 26.50 Czas: 01:38 km/h: 21.73
Pr. maks.: 35.50 Temperatura: 6.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 2009kcal Podjazdy: 331m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Miał być sobotni wyjazd weekendowy, ale koparka kopała 5 godzin zamiast przewidywanej jednej...
No i skończyło się standardową traską tuż przed zmrokiem. Ciemności mnie dorwały koło jeziora Zduńskiego. W sumie całkiem dobre tempo jak na długą przerwę, teren i ciemnności :-)

Wokół jeziora Kośno

Niedziela, 13 listopada 2011
Km: 41.42 Km teren: 41.00 Czas: 02:46 km/h: 14.97
Pr. maks.: 37.40 Temperatura: 3.0°C HRmax: 154154 ( 85%) HRavg 124( 68%)
Kalorie: 1811kcal Podjazdy: 396m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Dziś było nieco cieplej niż wczoraj ale dużo mniej przyjemnie - wilgoć odczuwalna z każdej strony...
Ruszam, podobnie jak wczoraj, w kierunku jeziora Serwent, ale od Purdy jadę inną trasą. Po drodze zatrzymuję się na parę "sesji", głównie w miejscach z mnóstwem leżących jeszcze na drogach liści.
Jeszcze sobie trochę powiszę... © Magic

I gdzie teraz jechać??? © Magic

Przy odwiedzonym wczoraj bunkrze odbijam na południe w kierunku Kośna. Kawałeczek dalej dojeżdżając do jeziora Ełpotek zauważam odlatującego z brzegu ptaka drapieżnego, który na tyle mnie zaciekawia, że podchodzę do samego jeziorka i chwilę za nim wypatruję z "pływającego" bagnistego brzegu - niestety już go nie ma... Jadę dalej.
Jezioro Ełpotek © Magic

Jesienna droga © Magic

Odcinek do jeziora Kośno jest bardzo ciekawy: las, podjazdy, zjazdy, wąwozy, górki... Cały czas coś się dzieje - to lubię! Jedyny problem w tym, że jest tu bardzo dużo piachu, przez który co jakiś czas trzeba się "przeprawiać" z wielkim trudem.
Jezioro Kośno wygląda dziś bardzo tajemniczo. Dojeżdżając do jego brzegu zauważam kolejnego drapieżnika, ale i ten ucieka zanim mam w ogóle szanse uruchomić aparat.
Jezioro Kośno © Magic

Jezioro Kośno - widok z miejscowości Łajs © Magic

Jezioro objeżdżam ścieżką przyrodniczą wytyczoną wzdłuż brzegu jeziora. Znów fajna, typowo "jeziorowa" traska aż do miejscowości Łajs. W Łajsie udaje mi się wreszcie sfotografować lokalnego orła - jest imponujący! :-)
Orzeł w miejscowości Łajs © Magic

Łajs jest położone na granicy Warmii i Mazur i tu znajduje się tzw. granica jedności. Na szczęście dziś granica jest otwarta i mogę bez problemu przejechać. Wjeżdżam więc z powrotem na Warmię.
"Granica jedności" w Łajsie © Magic

Tablica po mazurskiej stronie granicy © Magic

Tablica po warmińskiej stronie granicy © Magic

Powoli zbliża się pora obiadu, więc z Łajsu kieruję się już na północ, do Pajtun. Nie zatrzymując się po drodze docieram leśnymi drogami na miejsce.

Szlakiem jezior warmińsko-mazurskich

Sobota, 12 listopada 2011
Km: 60.40 Km teren: 50.40 Czas: 03:33 km/h: 17.01
Pr. maks.: 37.60 Temperatura: 0.0°C HRmax: 159159 ( 88%) HRavg 126( 70%)
Kalorie: 2417kcal Podjazdy: 561m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Dzień po Biegu Niepodległości i Festiwalu Nalewek w Pajtuńskim Młynie postanowiłem się nieco odświeżyć na rowerze. Po raz pierwszy zdecydowałem się na dłuższą samotną wycieczkę w tych okolicach (wcześniej zawsze jeździłem w towarzystwie jeźdźców konnych). Pogoda, niestety, wbrew prognozom, zmieniła się na niekorzyść - wczorajsze słońce zastąpiła mgła, chmury, szron i ujemne temperatury...
Po śniadaniu wyruszyłem w kierunku Purdy i jeziora Serwent.
Krajobraz koło Purdy © Magic

Pierwszy przystanek zrobiłem nad jeziorem Kemno Małe. To rzeczywiście małe jeziorko wyglądało malowniczo z drzewami pokrytymi jeszcze szronem dookoła. Woda w jeziorze też lekko zaczęła przymarzać. Chwilę wcześniej, jadąc wzdłuż jeziora, widziałem pierwsze tego dnia sarenki.
Jezioro Kemno Małe © Magic

Dalej kieruję się już prosto nad jezioro Serwent. Przy tej okazji ponownie zastanawiam się skąd w tych okolicach tyle "swojsko" brzmiących nazw - czyżby Celtowie lub Brytowie dotarli tu w dalekiej przeszłości? Przykłady takie jak Serwent, Gim, Kalwa, Kaborno, Łajs, Narejty i moje ulubiona Skajboty dają do myślenia...
Nad jeziorem jest bardzo przyjemnie pomimo niskiej temperatury. Nie wieje dziś w ogóle, więc nie czuć tak bardzo chłodu, a las i jezioro dają poczucie wielkiego spokoju. Objeżdżam Serwent i kieruję się w kierunku Pasymia.
Jezioro Serwent © Magic

Wędkarz nad jeziorem Serwent © Magic

Jeszcze przy jeziorze Serwent napotykam bardzo intrygującą tabliczkę. :-)
Tabliczka przy bunkrze koło jeziora Serwent © Magic

Wchodzę do lasu i kawałek dalej odnajduję bunkier - "niemą pamiątkę pruskiego militaryzmu" jak głosi tablica informacyjna. Bunkier wybudowany został w roku 1938 jako jeden ze 118 bunkrów tzw. pozycji olsztyneckiej. Zastanawiam się, czy jest prawdą, że został zdobyty przez Rudego 102... ;-)
Bunkier nad jeziorem Serwent © Magic

Po wizycie w bunkrze jadę parę kilometrów lasem i dojeżdżam do jeziora Kalwa. Tu, oprócz samego jeziora, odkrywam plantację drzew butelkowych - wielką rzadkość!
Jezioro Kalwa © Magic

Plantacja drzew butelkowych nad jeziorem Kalwa © Magic

Objeżdżam jezioro wschodnią stroną i dojeżdżam do Pasymia. W Pasymiu zostaję zaskoczony w dwóch miejscach:
1. Dowiaduję się, że do Paryża pozostało mi już niecałe 1700 km!
Drogowskaz na rynku w Pasymiu © Magic

2. Przez przypadek, krążąc po mieście, zauważam dom, w którym w lutym 1807 mieszkał sam Napoleon! Ciekawe, czy był świadomy, że miał tak daleko do domu...
Dom w Pasymiu, w którym 2 lutego 1807 przebywał Napoleon © Magic

Z Pasymia jadę przez Narejty i Rutki w kierunku miejscowości Łajs nad jeziorem Kośno. Udaje mi się zrobić jeszcze jedno zdjęcie przy posiadłości opanowanej przez krowy, a później muszę pocisnąć zdecydowanie mocniej, żeby zdążyć do Pajtun przed zmrokiem.
Ja tu rządzę! © Magic

I w ten sposób, zgodnie z tradycją, ostatnia część wycieczki nie zostaje odpowiednio udokumentowana, ale za to średnia z jazdy zostaje nieco podciągnięta. :-)

Bieg niepodległości

Piątek, 11 listopada 2011
Km: 14.37 Km teren: 14.37 Czas: 01:09 km/h: 12.50
Pr. maks.: 29.80 Temperatura: 5.0°C HRmax: 153153 ( 85%) HRavg 127( 70%)
Kalorie: 822kcal Podjazdy: 110m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Tym razem wziąłem udział w imprezie konnej (jako rowerowy obserwator). Przy tej okazji nieco pokrążyłem po leśnych drogach, pofotografowałem i poobserwowałem bielika krążącego nad okolicznymi lasami.
Sparta przodem :-) © Magic

Jesienna przejażdżka © Magic

Wyspa Uznam - w poszukiwaniu bielików

Niedziela, 6 listopada 2011
Km: 53.90 Km teren: 11.00 Czas: 02:30 km/h: 21.56
Pr. maks.: 41.90 Temperatura: 13.0°C HRmax: 153153 ( 85%) HRavg 122( 67%)
Kalorie: 1562kcal Podjazdy: 180m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Po sobotniej wycieczce po Wolinie tym razem wybieram się na objazd wyspy Uznam. Przy okazji mam też wielką chęć poobserwować bieliki, które spotykam tu dość często.
Zaczynam w Świnoujściu - dojeżdżam do dawnego turystycznego przejścia granicznego - nieco się tu zmieniło w ciągu ostatnich kilkunastu lat.
Dawna granica polsko-niemiecka © Magic

Przejście graniczne dziś © Magic

Dalej jadę polsko-niemiecką ścieżką rowerową (ukończoną w tym roku) wzdłuż wybrzeża w kierunku Heringsdorfu i dalej na północny-zachód.
Polsko-niemiecka ścieżka rowerowa wzdłuż Bałtyku © Magic

Molo w miejscowości Ahlbeck © Magic

Ścieżka początkowo poprowadzona jest płaskim terenem, asfaltem lub po kostce brukowej, ale za miejscowością Bansin "wjeżdża" na leśne drogi z całkiem sporymi podjazdami i zjazdami.
Deptak i ścieżka rowerowa © Magic

Oznaczenie ścieżki rowerowej © Magic

Ścieżka rowerowa za Bansin © Magic

Przed miejscowością Uckeritz skręcam w lewo, odbijam od linii brzegowej i jadę teraz w kierunku Pudagli i Gummlina. Zaczynam powoli rozglądać się za bielikami - wiem, że w tych okolicach często można je zauważyć w powietrzu lub na drzewach nad jeziorkami. Nad Schmollensee zauważam mnóstwo ptaków - na drzewach (a właściwie kikutach) przesiaduje tu mnóstwo kormoranów.
Kormorany nad Schmollensee © Magic

Zaczynam wątpić, czy wypatrzę tu gdziekolwiek bielika, ale, ku mojemu zaskoczeniu, na samym końcu rzędu kikutów zauważam przypruszoną "siwizną" głowę - jest! Mój ptasi ulubieniec siedzi sobie na czubku jednego z kikutów i spokojnie obserwuje pobliskie wody. Cieszę się, że wziąłem dziś ze sobą "sprzęt" - dzięki temu mogę zrobić w miarę ostre zdjęcie.
Bielik na czatach © Magic

Obserwuję bielika aż do momentu, kiedy majestatycznie odlatuje na drugą stronę jeziorka. Ja też ruszam wtedy dalej do Gummlina i dalej już w kierunku Świnoujścia zadowolony ze zrealizowania celu dzisiejszego dnia. :-)
Muszę nieco przyspieszyć, żeby zdążyć na obiad, więc zatrzymuję się już tylko raz na chwilę, żeby nieco odpocząć i tuż przed zachodem docieram na miejsce.
Droga koło miejscowości Bossin © Magic


Wycieczka po wyspie Wolin

Sobota, 5 listopada 2011
Km: 52.02 Km teren: 29.00 Czas: 03:00 km/h: 17.34
Pr. maks.: 36.10 Temperatura: 11.0°C HRmax: 159159 ( 88%) HRavg 128( 71%)
Kalorie: 2107kcal Podjazdy: 221m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Po kilkudniowych górskich ekscesach wracam na niziny.
Tym razem decyduję się na "mały" objazd wyspy Wolin. Wyruszam po śniadaniu ze Świnoujścia - przeprawiam się miejskim promem na Wolin i jadę w kierunku latarni morskiej. Po drodze mijam budowę słynnego gazoportu i za chwilę dojeżdżam do latarni morskiej i Fortu Gerharda.
Budowa gazoportu © Magic

Fort Gerharda © Magic

Po krótkim postoju jadę dalej. Planuję przejechać do Międzyzdrojów wzdłuż plaży, niestety już kawałek dalej przejazd jest zamknięty - trwa budowa najdłuższego w Europie falochronu - części gazoportu. Muszę więc objechać budowę i decyduję, że podjadę do wieży baterii Goeben.
Wieża baterii Goeben © Magic

Wieża niestety jest zamknięta - do tej pory nie udało mi się jeszcze tu trafić na leśników, którzy podobno czasem mają tu dyżur...
Po odwiedzinach wieży próbuję ponownie dostać się na plażę i dalej pomknąć na wschód. Udaje mi się wreszcie dojść do brzegu wejściem noszącym (dosłownie) ślady letnich szaleństw. :-)
Wejście na plażę © Magic

Niestety jazda wzdłuż plaży jest bardzo uciążliwa - nie mogę znaleźć wystarczająco twardego pasa plaży i po niecałych dwóch kilometrach uciekam do lasu, gdzie kawałek dalej odkrywam ukryte bunkry - pozostałości polskiej jednostki rakietowej. Muszę przyznać, że jestem tym faktem dość zaskoczony - słyszałem o poniemieckich umocnieniach w okolicy, ale że były tu też polskie umocnienia - tej informacji do tej pory nigdzie nie zauważyłem.
Wjazd na teren byłej jednostki rakietowej na Wolinie © Magic

Wyjście z bunkra © Magic

Po zwiedzeniu opustoszałej jednostki ruszam dalej w kierunku Międzyzdrojów.
Las bukowy przed Międzyzdrojami © Magic

Plaża w Międzyzdrojach © Magic

Międzyzdroje © Magic

Deptak w Międzyzdrojach © Magic

Po dotarciu na miejsce posilam się szarlotką i kawą przy molo i powoli kieruję się w kierunku Świnoujścia. Tym razem wybieram czerwony szlak pieszy. Początkowo jedzie się całkiem płynnie aż do przystani w Łunowie, gdzie zaczyna się męka w podmokłym i na dodatek zrytym przez dziki terenie.
Chciałem dojechać jeszcze na zachód na wyspę Karsibór, ale, niestety, czasu mi nieco zabrakło i kieruję się prosto na prom do Świnoujścia.
Prom Karsibór w Świnoujściu © Magic

kategorie bloga

Moje rowery

Bielik
Tranquill
Kajak
Penny - rower żony :-)
Rower taty
Inne rowery, taki np. Jaguar :-)
Trenażer
Ferrari

szukaj

archiwum