blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(28)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Magic.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2011

Dystans całkowity:743.90 km (w terenie 481.00 km; 64.66%)
Czas w ruchu:40:21
Średnia prędkość:18.44 km/h
Maksymalna prędkość:54.20 km/h
Suma podjazdów:7871 m
Maks. tętno maksymalne:182 (101 %)
Maks. tętno średnie:168 (93 %)
Suma kalorii:28064 kcal
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:46.49 km i 2h 31m
Więcej statystyk

Przełomem Dunajca

Poniedziałek, 31 października 2011
Km: 28.10 Km teren: 18.00 Czas: 01:58 km/h: 14.29
Pr. maks.: 34.20 Temperatura: 8.0°C HRmax: 149149 ( 82%) HRavg 100( 55%)
Kalorie: 817kcal Podjazdy: 212m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Po porannym rozruchu na Bereśniku i dobrym śniadanku ruszam, tym razem z Beatą, na dużo spokojniejszą przejażdżkę.
Nad Grajcarkiem w Szczawnicy © Magic

Zaczyna się nieciekawie - jeszcze w Szczawnicy Beata najeżdża na niepozorne szkiełko, które wkrótce powoduje całkowitą utratę powietrza w tylnym kole... Szczęśliwie gościu z firmy wypożyczającej rowery nie ma obecnie wielkiego ruchu w interesie i przyjeżdża szybko z kołem na wymianę, dzięki czemu możemy ruszyć dalej.
Wjazd do przełomu Dunajca koło przystani w Szczawnicy © Magic

Dunajec w Szczawnicy © Magic

Jedziemy wzdłuż Dunajca przepięknym przełomem tej rzeki. Często zatrzymujemy się, żeby porobić kolejne zdjęcia. Niestety niebo się zachmurza i słońce nas tym razem nie rozpieszcza.
Jesienny szlak nad Dunajcem © Magic

I znów pod górkę... © Magic

Spływ Dunajcem © Magic

Nieco po pierwszej dojeżdżamy do miejscowości Červený Kláštor na Słowacji, skąd widoczna jest chyba najładniejsza panorama Trzech Koron. Zatrzymujemy się tutaj w restauracji na pyszny obiadek.
Czym Słowacy kuszą Polaków :-) © Magic

Tatry widziane z Červenego Kláštoru © Magic

Trzy Korony widziane z Červenego Kláštoru © Magic

A tak było tu dzień później:
Trzy Korony dzień później © Magic

Po obiedzie wracamy do Szczawnicy - jedziemy ponownie wzdłuż Dunajca, ale teraz już dużo szybciej, żeby zdążyć przed zmrokiem. Zatrzymujemy się jedynie dwa razy.
Fale Dunajca © Magic

Górskie duchy © Magic

Przełom Dunajca © Magic

Przełom Dunajca jest piękny jak zawsze, wyjątkowe jest to, że ludzi prawie nie ma (zupełnie inaczej niż w lecie lub zimie) i dzięki temu jedzie się spokojnie nie obijając o tłumy turystów. Dodatkowo kolorystyka wyjątkowa (liście pożółkły i jeszcze nie opadły) i od czasu do czasu płyną ostatnie w tym roku barki (dziś był ostatni w tym roku dzień spływów przełomem Dunajca).
Ogólnie bardzo miło spędzony czas! Do Szczawnicy dojeżdżamy tuż przed zachodem.
Zachód słońca w Szczawnicy © Magic

Wschód pod Bereśnikiem

Poniedziałek, 31 października 2011
Km: 8.10 Km teren: 5.00 Czas: 00:55 km/h: 8.84
Pr. maks.: 48.70 Temperatura: 4.0°C HRmax: 169169 ( 93%) HRavg 136( 75%)
Kalorie: 759kcal Podjazdy: 381m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Przemiły wschód pod Bereśnikiem - zdjęcia już są!
Miałem wstać nieco wcześniej i wjechać na górę jeszcze przed wschodem. Budzik nastawiłem na 5.30, ale ponieważ były same chmury poleżałem jeszcze chwilę i ostatecznie wyjechałem ok. 7.00.
Początkowo same chmury, szaro, ponuro i na dodatek ostro w górę - po 2 km jestem już 200 m wyżej, a przecież były też płaskie odcinki... Po pół godziny jazdy zatrzymuję się na polance na stoku góry Gucka - jestem już na ponad 700 m n.p.m., słońce zaczyna powoli przebijać się przez chmury a przede mną piękna panorama gór: Pieniny i Małe Pieniny jak na dłoni, a w oddali widoczne szczyty Tatr.
Poranne mgły - widok ze stoku Gucka nad Szczawnicą © Magic

Panorama Tatr © Magic

Po krótkiej sesji fotograficznej ruszam dalej i jeszcze przed 8.00 jestem przy schronisku Pod Bereśnikiem. Liczyłem tu na herbatkę (bo wyjechałem bez śniadania), ale niestety bufet czynny dopiero od 9.00. Nie pomaga nawet dobra wola turystki, która oferuje mi herbatkę w torebce - herbatka jest, ale nie ma tym razem kubka :-( Obchodzę więc schronisko, podziwiam panoramę (chmury już w ogóle nie przesłaniają widoków), robię parę zdjęć i ruszam dalej na sam szczyt Bereśnika.
Widok ze schroniska Pod Bereśnikiem © Magic

Panorama ze schroniska Pod Bereśnikiem © Magic

Szczyt jak to szczyt - cały zalesiony i bez widoków, więc tu się nie zatrzymuję, tylko jadę już w dół w kierunku Szczawnicy. Chwilę później wyjeżdżam z lasu i widzę na prawo jeszcze ładniejszą niż wcześniej panoramę gór - jest tak piękna, że nie zauważam trzech sarenek pasących się spokojnie na łące po lewej stronie. Spostrzegam je dopiero jak wolnym krokiem chowają się do lasu. Ponownie zatrzymuję się, tym razem, żeby uwiecznić najpiękniejsze dziś widoki górskie. Przy tej okazji zauważam też krogulca krążącego nad polaną.
Szczyt Bereśnika © Magic

Krajobraz za szczytem Bereśnika © Magic

Po tym ostatnim postoju wsiadam na rower i szybko (bo z górki) wracam do Szczawnicy na śniadanie. Zjazd jest tak ostry, że w dwóch miejscach muszę zsiąść z roweru - nie zsiadałem na podjeździe, a tu masz....
A po śniadaniu przejazd doliną Dunajca - o tym w następnym wpisie.

Wschód z ryczącymi jeleniami

Niedziela, 30 października 2011
Km: 18.17 Km teren: 15.00 Czas: 01:56 km/h: 9.40
Pr. maks.: 37.90 Temperatura: 4.0°C HRmax: 163163 ( 90%) HRavg 130( 72%)
Kalorie: 1492kcal Podjazdy: 567m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Wschód na Przełęczy Lipka. Więcej chodzenia i bładzenia po lesie niż jeżdżenia :-)
Zastanawiam się czy do czasu jazdy zaliczyć piesze podejście stromą leśną prawie-drogą :-)

Wyjeżdżam przed 6.00, żeby zdążyć na wschód słońca na Przełęczy Lipka. Szybciutko w dół do Ropek i nieco wolniej później na przełęcz. Na przełęczy spędzam niemal godzinę kontemplując i fotografując wschód. Niestety rewelacji nie ma - chmury nieco przeszkodziły słońcu, które pokazało się zaledwie na chwilkę i później już nie miało szans się przebić...
W międzyczasie dają też znać o sobie jelenie - pierwszego widzę zaraz po wyjeździe na polu jeszcze w półmroku, ale ten szybko ucieka. Następne słyszę już na przełęczy jak porykują w lesie. Myślałem, że już jest po rykowisku, ale widać, że jeszcze nie mają dość.
Wschód słońca widziany z Przełęczy Lipka nad Ropkami. © Magic

Wschód słońca widziany z Przełęczy Lipka nad Ropkami © Magic

Po zakończeniu sesji jadę dalej na zachód w dół aż dojeżdżam do cmentarza - pozostałości po nie istniejącej już wsi Czertyżne. Kolejne smutne miejsce w Beskidzie Niskim na Łemkowszczyźnie.
Krzyż/grobowiec (?) niedaleko od wsi Czertyżne © Magic

Droga z Przełęczy Lipka do wsi Czertyżne © Magic

Tablica pamiątkowa na cmentarzu wsi Czertyżne © Magic

Tu decyduję się na skręt w prawo - chcę jak najkrótszą drogą dotrzeć do wsi Stawisza. Niektóre mapy pokazują, że jest tu droga, no i rzeczywiście na początku jest. Za chwilę jednak droga zwęża się i pozostaje typowa leśna ścieżka prowadząca ostro do góry. Muszę zejść z roweru i podchodzę ponad 100 m do góry na grzbiet wzniesienia. Nie dość, że muszę iść, droga coraz węższa i bardziej stroma, to jeszcze atakują mnie muchopająki (tak nazwałem owady, które wyglądają jak małe pajączki, latają jak muchy i są upierdliwe jak rzepy w wysokiej trawie - jeżeli ktoś wie, co to za owady, to proszę o info). Na samym szczycie okazuje się, że nie ma niestety drogi z drugiej strony (a na mapie była!), nieco więc bładzę i ostatecznie znajduję szlak którym leśnicy zwozili drewno - tu też muszę iść bo zjechać się tędy nie da - za ostro w dół i za ślisko...
Ostatecznie docieram do wsi, ale jest już tak późno, że nie mogę pozwolić sobie na dalsze zwlekanie i jadę szybko na śniadanie w Swystowym Sadzie.
Krzyż za wsią Stawisza © Magic

Droga ze wsi Stawisza do Hańczowej © Magic


Udało się! Górrrrry!!!

Piątek, 28 października 2011
Km: 20.76 Km teren: 11.00 Czas: 01:27 km/h: 14.32
Pr. maks.: 48.20 Temperatura: 14.0°C HRmax: 177177 ( 98%) HRavg 133( 73%)
Kalorie: 1123kcal Podjazdy: 670m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
No i udało mi się dotrzeć w góry! Jest super!
Wyruszyłem ze Swystowego Sadu w Ropkach przez Przełęcz Hutniańską w kierunku Wysowej. Pogoda piękna, nie za chłodno, nie za ciepło - tylko jeździć.
Podjazd dość krótki, więc poszło gładko i po krótkiej przerwie na zdjęcia na przełęczy szybko z górki na pazurki do Wysowej.
Swystowy Sad w Ropkach © Magic

Odpoczynek na Przełęczy Hutniańskiej © Magic

Cerkiew prawosławna św. Michała Archanioła w Wysowej © Magic

Czasu mam dziś niewiele, więc pędzę dalej - tym razem już bardzo przyzwoicie do góry - podjeżdżam dość ostrym szlakiem na Świętą Górę Jawor. O dziwo idzie bez większej zadyszki i szybko jestem na górze. Tu znajduje się kaplica pw. Opieki Matki Bożej wzniesiona w 1929 r. w miejscu objawienia Matki Bożej oraz studnia z uzdrawiającą wodą - tak zajmuję się pozowaniem do zdjęć ;-), że zapominam się napić ze studni - będę musiał tu wrócić. ;-)
Studnia na Górze Jawor © Magic

Tablica na kaplicy pw. Opieki Matki Bożej © Magic

Wąwóz pod Górą Jawor © Magic

Z Góry Jawor jadę w kierunku przełęczy Cigelka (Cygołka) i zielonego szlaku, którym wracam później do Wysowej. Ten fragment dzisiejszej trasy dał mi poczuć prawdziwy górski klimat. Niestety nie mogę tu już długo zabawić, bo powoli kończy mi się czas... Zjeżdżam więc zielonym szlakiem do Wysowej. Pomimo, że jest to szlak pieszy, nie jest źle - tylko w dwóch miejscach muszę zejść na chwilkę z roweru, żeby przeskoczyć wystające konary.
Szlak graniczny z Góry Jawor do przełęczy Cigelka. © Magic

Wiata na przełęczy Cigelka (Cygołka) © Magic

Zielony szlak pomiędzy granicą a Wysową © Magic

Jesienna panorama Wysowej. © Magic

Po zjechaniu do Wysowej skręcam jeszcze do Blechnarki, ale szybko muszę wracać na umówiony obiad ze znajomymi. Po obiedzie wracam do Ropek podobną trasą jak wcześniej jechałem w drugą stronę.

Przejażdżka o zachodzie

Wtorek, 25 października 2011
Km: 34.80 Km teren: 25.00 Czas: 01:33 km/h: 22.45
Pr. maks.: 42.70 Temperatura: 9.0°C HRmax: 158158 ( 87%) HRavg 134( 74%)
Kalorie: 1147kcal Podjazdy: 330m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejna rundka standardową trasą. Na początku przyzwoite tempo (26 km/h po 11 km w terenie i głównie pod górę), ale później zrobiło się ciemno i trzeba było zwolnić.
Po drodze miałem jakąś genialną myśl, ale... zapomniałem i się nią nie podzielę, przynajmniej dziś :-)
Zachód w Śliwinach © Magic

Powrót po tygodniu przerwy

Poniedziałek, 24 października 2011
Km: 41.07 Km teren: 29.00 Czas: 01:52 km/h: 22.00
Pr. maks.: 42.90 Temperatura: 8.0°C HRmax: 167167 ( 92%) HRavg 145( 80%)
Kalorie: 1594kcal Podjazdy: 376m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Wieczorno-nocny przejazd. Połączenie terenu (pierwsza część ok. 28 km) i powrotu z Turza (ok. 13 km). Fajnie było znów wsiąść na rower :-)

Łapanie złotej jesieni - z Łapina wieeeelkim łukiem do Tczewa

Niedziela, 16 października 2011
Km: 92.34 Km teren: 60.00 Czas: 05:09 km/h: 17.93
Pr. maks.: 43.30 Temperatura: 8.0°C HRmax: 158158 ( 87%) HRavg 126( 70%)
Kalorie: 3527kcal Podjazdy: 942m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Z rana stwierdziłem, że skoro rower się znów wczoraj zbiesił, to ja mu dziś pokażę!
Wyjeżdżam ok. 11.00 (na wszelki wypadek biorę ze sobą trzy (!) zapasowe śruby do sztycy) i, podobnie jak wczoraj, kieruję się w kierunku Jaru Reknicy. Jestem tak blisko, że nie mogę ominąć tego pięknego miejsca.
Jar Reknicy © Magic

Spędzam tu dość dużo czasu, ale mniej niż wczoraj - mam zdecydowanie więcej drogi przed sobą. Wyjeżdżając z jaru napotykam stadko kóz wylegujące się na słońcu.
Stadko przy drodze © Magic

Dalej kieruję się na Borcz. Ponieważ preferuję leśne drogi decyduję się na wjazd do lasu zaraz za Marszewem. Okazuje się, że ten skrót niemal nie wymusił na mnie zawracania, ale udaje mi się przedrzeć leśnymi bezdrożami i docieram do leśnej "autostrady", którą dojeżdżam do samego Borcza.
Hotel Spichrz w Borczu © Magic

W Borczu spotykam dwóch rezolutnych chłopaków, których pytam o drogę. Tłumaczą mi, że nie ma drogi tam, gdzie w rzeczywistości była i ostatecznie to oni się dużo więcej ode mnie dowiadują niż ja od nich. :) Po krótkiej pogawędce i sprawdzeniu mapy ruszam czarnym szlakiem w kierunku niebieskiego i Jaru Rzeki Raduni. Po drodze zajeżdżam do kamiennych kręgów w Trątkownicy (Kamienne kręgi w Trątkownicy).
Kamienne kręgi w Trątkownicy © Magic

Dwa-trzy kilometry dalej jest już Jar Rzeki Raduni - schodzę do niego stromym wąwozem. Jestem tu po raz pierwszy i muszę przyznać, że zrobił on na mnie bardzo duże wrażenie. Radunia jest rzeką dużo większą niż Reknica, jar też jest większy. Woda płynie bardzo szybko, a miejsce sprawia wrażenie całkowicie dzikiego. Zastanawia mnie jak wyglądają tu spływy kajakowe - to musi być prawdziwe wyzwanie dla płynących tędy kajakarzy.
Jar Rzeki Raduni © Magic

Dla mnie wyzwaniem na dziś okazuje się przeprawa przez Radunię. Jest tu co prawda mostek i pewnie dość łatwo można go sforsować pieszemu, ale ja mam ze sobą rower, który sam się nie przeprawi... Problem w tym, że z tej strony "mostek" oznacza mokrą (czyli bardzo śliską) pochyłą belkę na którą trzeba się wdrapać, żeby wejść na właściwy mostek. Podejmuję pierwszą próbę z rowerem w prawej ręce - nic z tego, nie dam rady wdrapać się po belce a na dodatek dość mocno tracę równowagę... Ale się utrzymuję na belce, ufff :) Druga próba - na drugą nogę - też nic z tego. I co teraz? Ani tak, ani tak, roweru nie postawię na dnie, żeby się podeprzeć, bo za głęboko, nie wniosę na mostek, bo za ślisko i nie da rady bez oparcia... W końcu wymyśliłem - znajduję długą i mocną gałąź, którą zamierzam się podpierać w czasie przeprawy, łapię ją w lewą rękę, rower w prawą i prę na mostek! Teraz jest nieco stabilniej, ale wciąz niezbyt łatwo. Udaje mi się rower postawić na górze (szkoda, że nikt tego nie fotografował :)) - jakoś stoi. Dzięki temu sam też mogę się wdrapać na górę a dalej to już "pestka". Jestem wreszcie na drugiej stronie - cały i suchy i z rowerem!
Mostek na Raduni © Magic

Po tych mrożących krew w żyłach momentach jadę dalej w kierunku Kartuz. Chciałem przed Kartuzami skręcić na Ostrzyce i tam dojechać, ale widząc, że czasu zaczyna nieco brakować robię duży nawrót i kieruję się już na południe - zjem obiad w Przywidzu zamiast Ostrzyc. Mijam Somonino, a zatrzymuję się na chwilę w Hopowie - tu przy drodze zbudowana została okazała Droga Krzyżowa.
Droga Krzyżowa w Hopowie © Magic

Dalej przez Nową Wieś Przywidzką i Jezioro Głęboczko dojeżdżam ok. 16.30 do Przywidza, gdzie w pierogarni, w wyborowym towarzystwie, jem przepyszne pierogi z pieczarkami (najważniejsze, że towarzystwo mi nie podjada!).
Obiad w wyborowym towarzystwie © Magic

Po obiadku jadę wzdłuż Jeziora Przywidzkiego, gdzie ponownie podziwiam piękne krajobrazy.
Nad Jeziorem Przywidzkim © Magic

Jezioro Przywidzkie jesienią © Magic

Dalej kieruję się nową drogą w kierunku Miłowa, gdzie na podjeździe spotykam miłego wędkarza zastanawiającego się jak to jest, że ja daję radę tu podjechać :)
Z Miłowa najkrótszą drogą kieruję się już na Tczew, żeby jak najkrócej jechać w ciemnościach (bo już wiem, że to mnie nie ominie).
Przed Tczewem robię jeszcze zdjęcie na pożegnanie dzisiejszego dnia :)
Słońce zaszło © Magic

Jar Reknicy i Przywidz - spacer rowerowy, a rower znów zastrajkował...

Sobota, 15 października 2011
Km: 32.70 Km teren: 27.00 Czas: 02:25 km/h: 13.53
Pr. maks.: 39.70 Temperatura: 8.0°C HRmax: 149149 ( 82%) HRavg 108( 60%)
Kalorie: 1260kcal Podjazdy: 361m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Plan był ambitny fotograficznie - obfotografować Jar Reknicy i okolice Przywidza.
Udało się go zrealizować jedynie częściowo, ale o tym za chwilę.
Wyruszyłem przed 11.00 z Łapina Kartuskiego - najpierw w kierunku Czapielska, a zaraz potem do Jaru Reknicy. W Czapielsku zafascynowała mnie wiekowa chata ze swoją "opiekunką".
Ja tu rządzę! © Magic

Z Czapielska ruszam w kierunku drogi Gdańsk-Kościerzyna i z tej drogi kawałeczek dalej skręcam w las w kierunku Jaru Reknicy. Jeszcze przed jarem wsłuchuję się w odgłosy ptaków krążących nad lasem - lata tu jakiś drapieżnik (myszołów?), ale nie mogę go wypatrzeć przez korony drzew (głównie buków). Po kilku minutach widzę po prawej stronie Reknicę i coraz wyraźniej zaznaczające się brzegi jaru. Zatrzymuję się na mostku nad rzeczką i spędzam tu kilkadziesiąt minut fotografując. Jest to, moim zdaniem, jedno z piękniejszych miejsc na Kaszubach - od kiedy je poznałem lubię tu wracać i każdy przejazd daje mi mnóstwo energii. Niestety nie mam przy sobie statywu i próbuję jakoś stabilnie ustawić aparat. Kombinuję na różne sposoby i w końcu znajduję rozwiązanie - za statyw zaczyna "robić" mój kask rowerowy. Muszę przyznać, że spisał się nieźle! :-)
Jar Reknicy © Magic

"Statyw" w Jarze Reknicy © Magic

Gdy już nacieszyłem swoje oczy i obiektyw widokami Jaru Reknicy jadę dalej w kierunku Marszewskiej Góry i Huty Dolnej. Mijam Jezioro Ząbrskie miłą bukową aleją, później nieco trudniejsze ścieżki przed Hutą. W Hucie zatrzymuję się na chwilę przy studni - charakterystycznym miejscu tej okolicy.
Studnia w Hucie Dolnej © Magic

Z Huty Dolnej kieruję się już do Przywidza - tam jestem umówiony na 14.00 na obiad w pierogarni w ośrodku jeździeckim Zielona Brama. Tutejsze pierogi są naprawdę znakomite! :)
Pierogarnia w Przywidzu © Magic

Po smacznym obiedzie planuję objechać jeszcze okolice Przywidza tak, żeby wrócić do Jaru Reknicy przed zachodem słońca. Jeżdżę nieco po Przywidzu, poznaję tutejszą Syrenkę (Zastanawia mnie, dlaczego jej niektóre "elementy" są dużo lepiej wypolerowane od innych? :-) Poza tym chyba ma implanty - świat się zmienia, kto to słyszał o takich rzeczach u syrenek?!...) i kieruję się na objazd Jeziora Przywidzkiego.
Syrenka w Przywidzu © Magic

Okazuje się, że droga wokół jeziora jest przyjemniejsza niż się spodziewałem - bez problemu można ją pokonać rowerem, a wzdłuż brzegu jest wiele przystanków, gdzie można się zatrzymać i odpocząć w ciszy lasu.
Jezioro Przywidzkie © Magic

Jezioro Przywidzkie © Magic

Jest kilkanaście minut po 16.00, objechałem już jezioro i kieruję się w kierunku szlaku po drugiej stronie Przywidza. Niestety, nie udało mi się daleko zajechać - jeszcze w Przywidzu pęka śruba przytrzymująca siodełko - ta sama, którą wymieniałem tydzień temu! Wszystko wskazuje, że śruby samochodowe są dużo słabsze niż rowerowe, a przez to ja niestety nie dojeżdżam na wyczekiwany zachód nad Reknicą. Zamiast tego muszę wzywać "posiłki" i gonić do Leroy Merlin'a kupić śrubę (no bo przecież nigdzie indziej jej nie dostanę w sobotę po 17.00), aby móc jutro pojeździć...

Nad Jezioro Zduńskie

Czwartek, 13 października 2011
Km: 34.70 Km teren: 24.50 Czas: 01:30 km/h: 23.13
Pr. maks.: 54.20 Temperatura: 8.0°C HRmax: 159159 ( 88%) HRavg 139( 77%)
Kalorie: 1178kcal Podjazdy: 349m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejna jesienna przejażdżka nad Jezioro Zduńskie.
Chłodno, ale całkiem przyjemnie no i niemal zdążyłem przed zmrokiem.
Liczba zauważonych saren i jeleni: 3. ;-)
Jezioro Zduńskie jesienią © Magic

Przełomowe odkrycia w historii ludzkości - chmury burzowe

Środa, 12 października 2011
Km: 28.02 Km teren: 21.50 Czas: 01:22 km/h: 20.50
Pr. maks.: 43.50 Temperatura: 10.0°C HRmax: 150150 ( 83%) HRavg 117( 65%)
Kalorie: 750kcal Podjazdy: 275m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Czy zastanawialiście się kiedyś skąd chmura burzowa ma w sobie tyle energii?
Mnie ten temat intrygował od dzieciństwa i wreszcie dzisiaj się dowiedziałem! Otóż około 10 km na zachód od Tczewa stoi taki słup z prądem do którego chmura się podłącza, ciągnie, ciągnie, ciągnie elektrony i już! Gotowa do błyskania i "grzmocenia".
Przez długą chwilę wątpiłem, czy dobrze widzę, ale chmura rozwiała moje wątpliwości - godzinę później, gdy już się naładowała, naprawdę zaczęła błyskać (co nie jest tak powszechnym zjawiskiem o tej porze roku).
Chmura w trakcie ładowania © Magic

Przejazd podobnym szlakiem jak 6 października. Temperatura dużo niższa i trochę błota po ostatnich deszczach, ale ogólnie całkiem OK.
Kilka spotkań z sarnami - po zachodzie pokazuje się ich bardzo dużo w lasach.

kategorie bloga

Moje rowery

Bielik
Tranquill
Kajak
Penny - rower żony :-)
Rower taty
Inne rowery, taki np. Jaguar :-)
Trenażer
Ferrari

szukaj

archiwum