blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(28)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Magic.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2011

Dystans całkowity:650.61 km (w terenie 241.10 km; 37.06%)
Czas w ruchu:29:32
Średnia prędkość:22.03 km/h
Maksymalna prędkość:59.70 km/h
Suma podjazdów:3663 m
Maks. tętno maksymalne:181 (100 %)
Maks. tętno średnie:168 (93 %)
Suma kalorii:21870 kcal
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:59.15 km i 2h 41m
Więcej statystyk

Rekreacja

Czwartek, 29 września 2011
Km: 29.70 Km teren: 17.00 Czas: 01:44 km/h: 17.13
Pr. maks.: 43.10 Temperatura: 18.0°C HRmax: 144144 ( 80%) HRavg 98( 54%)
Kalorie: 567kcal Podjazdy: 250m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Czysto rekreacyjna przejażdżka z Beatą.
Pogoda piękna, całkiem ciepło, szkoda tylko, że tak krótko :-)

Prawie posezonowe przemyślenia rowerowe

Wtorek, 27 września 2011
Km: 36.40 Km teren: 26.00 Czas: 01:33 km/h: 23.48
Pr. maks.: 54.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 160160 ( 88%) HRavg 132( 73%)
Kalorie: 1024kcal Podjazdy: 334m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Dziś po dłuższej przerwie udało mi się powrócić na stary przejeżdżony szlak.
Po weekendowych szaleństwach wybrałem się w spokojniejszym tempie nad Jezioro Zduńskie. Było całkiem przyjemnie choć wiatr mroził - najwyraźniej jesień rozwija skrzydła... Żółknące liście na drzewach nastrajały mnie do różnych dziwnych przemyśleń - tak jakby sezon już się kończył, a przecież to jeszcze trzy (:-)) miesiące jeżdżenia w tym roku przed nami.
W skrócie: prawie dokładnie półtorej roku temu nie wiedziałem, czy w ogóle jeszcze będę mógł szaleć na rowerze, a dziś:
- dupa nie boli nawet po 7-godzinnym siedzeniu na siodełku MTB :-)
- nogi dają radę wykręcać 170-kilometrowe dystanse
- dużo wskazuje na to, że jestem w najlepszej kondycji rowerowej w życiu...
Coś jednak jest prawdziwego w stwierdzeniu, że "życie zaczyna się po 40-tce" ;-)
Chyba za wolno jechałem, że takie pierdoły chodziły mi po głowie...
No ale przyroda czuwa i raz po raz starała się mnie przywrócić do rzeczywistości: najpierw spłoszony źrebak uciekł przede mną, później przestraszony zając niemal wpadł mi pod koła przy prędkości ponad 50 km/h (No to by był spektakularny wypadek drogowy: "Zmasakrowany rowerzysta po czołówce z zającem!" :-) ), a na koniec jakiś rozpędzony żuk lub trzmiel przygrzmocił mi w brodę...
Ale dałem radę i dojechałem - na pamiątkę dzisiejszej wycieczki pozostaną zdjęcia kaczek spotkanych nad Jeziorem Zduńskim...
Nad Jeziorem Zduńskim © Magic

Ciclovia czyli autostradą tam i z powrotem :-)

Niedziela, 25 września 2011
Km: 49.50 Km teren: 0.00 Czas: 02:25 km/h: 20.48
Pr. maks.: 54.30 Temperatura: 18.0°C HRmax: 161161 ( 89%) HRavg 116( 64%)
Kalorie: 1043kcal Podjazdy: 180m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Po wczorajszym zarzynaniu na Żuławach Wkoło dziś wybraliśmy się z Beatą na dużo lżejszą imprezkę rowerowo-rolkowo-pieszą (bo tacy byli główni uczestnicy). Chyba po raz pierwszy w Polsce piechurzy, rowerzyści i rolkarze mogli poszaleć na prawdziwej autostradzie. Pogoda całkiem dobra, dużo słońca i ciepło.
Pierwszy odcinek do MOP Malankowo pod dość mocny wiatr (a miało dziś wreszcie nie wiać!). Po drodze przystanki na moście nad Wisłą i na sporym podjeździe kawałek dalej.
Beata napiera © Magic

W Malankowie tłum - okazało się, że Polacy całkiem ruchawi są i jeżeli tylko mają okazję, to uruchamiają swoje głęboko ukryte przez lata siły witalne aby zażyć nieco ruchu na świeżym powietrzu. Inna sprawa, że takie pospolite ruszenie zakończyło się dla kilku osób odjazdem karetką - to sygnał, że imprezy dla wszystkich powinny odbywać się chyba nieco częściej...
Obszedłem cały tzw. MOP (wciąż nie wiem, co to za skrót?!), załapałem się na parę monet okolicznościowych z Tczewa i pierogi (długa kolejka!) i po chwili ruszyłem sam na drugi koniec do Lisewa. Wciąż pod górkę i wciąż pod mocny wiatr. Po drodze dogoniłem grupkę rolkarzy z wdzięcznym napisem na koszulkach "Koła, kółka – jedna spółka". Muszę przyznać, że nieźle sobie radzili - wyciągali w niekorzystnych warunkach ok. 27 km/h podczas kiedy ja ledwo przekraczałem 30-tkę... Dwa razy się zasadziłem na nich fotograficznie i mam nadzieję, że jakieś ciekawe zdjęcia z tego będą (jeszcze nie sprawdzałem).
Rolkarze pędzący po autostradzie © Magic

Powrót do Malankowa, to już zupełnie inna jazda - z górki i z wiatrem dość łatwo było wykręcić nawet do 40 km/h, więc szybko byłem z powrotem. Chwilę się jeszcze pokręciliśmy po MOPie i ruszyliśmy w kierunku wjazdu w Nowych Marzach. Okazało się, że rolkarze też zawrócili i wyjechali z Malankowa tuż po nas. Parę minut jechaliśmy za nimi - byłem ciekawy ile wykręcą na zjeździe, no i się dowiedziałem - w najszybszym momencie mój licznik pokazywał około 38-39 km/h!
Przed Wisłą wyprzedziłem ich, żeby jeszcze raz spróbować sfotografować tą ciekawą grupkę, a później Beatę na zjeździe.
Ostatni postój, przed dojazdem do samochodu, na moście na Wiśle z panoramą Grudziądza. Szkoda, że nie było to trochę później, bo przed zachodem na pewno są tu piękne widoki.
Ogólnie uważam, że impreza bardzo ciekawa. Takie wydarzenia powinny mieć miejsce dużo częściej aby rozruszać większą ilość Polaków. Wydaje mi się, że dziś ruszyło się z domu parę tysięcy ludzi, co jest bardzo dobrym wynikiem.
No i motto na koniec (nie zmieściło się w tytule): Koła, kółka – jedna spółka :-)
Koła, kółka – jedna spółka © Magic

Żuławy Wkoło + dodatki :-)

Sobota, 24 września 2011 Kategoria >100 km, Kociewie, Krajoznawczo, Maraton, Okolice Tczewa, Polska, Spręż :-), Żuławy
Km: 178.15 Km teren: 0.00 Czas: 06:20 km/h: 28.13
Pr. maks.: 44.20 Temperatura: 16.0°C HRmax: 177177 ( 98%) HRavg 150( 83%)
Kalorie: 5700kcal Podjazdy: 130m Sprzęt: Penny - rower żony :-) Aktywność: Jazda na rowerze
Wreszcie nastąpił ten dzień, kiedy trzeba było przejechać 170 km. Na starcie pojawiłem się tuż po 9.00 (chciałem się nieco wyspać po wczorajszym bardzo późnym powrocie ze Śląska) i nie załapałem się do grupy w której startowali Adam i Turysta. Moja grupa wystartowała dopiero 20 minut później, więc musiałem się sprężyć, żeby być w stanie dojść chłopaków na trasie. Rozpocząłem więc ostro z Tczewa (jak się później okazało za ostro) - przez pierwsze ponad 10 km jechałem samotnie uciekając reszcie grupy. Niestety, wbrew prognozom sprzed paru dni wiatr był dziś mocny (przez 80% trasy wiał z boku i bardzo utrudniał jazdę) i ostatecznie zdecydowałem nieco odpuścić - w końcu w grupie raźniej :-). Dogoniło mnie pięciu kolarzy na rowerach szosowych (jedynie ja w tej grupie miałem rower trekingowy) i jechaliśmy w takiej grupce prawie do promu w Świbnie. Parę kilometrów wcześniej wyprzedziliśmy Adama ze znajomymi a na rozkopanym przejeździe nad Martwą Wisłą udało mi się odskoczyć na kiepskiej nawierzchni kolarzom i samotnie dojechałem do przeprawy promowej. Niestety prom parę minut wcześniej odpłynął i musiałem poczekać kilkanaście minut na kolejny. W międzyczasie dojechał Adam ze znajomymi i przepłynęliśmy razem promem. Do tego miejsca miałem przejechane prawie 40 km i średnią 32,3 km/h.
Na promie w Świbnie © Magic

Po dopłynięciu promu na drugi brzeg ruszyłem ostro dalej. Pierwszą niespodzianką były konie biegające po ulicy w Mikoszewie. Jeden z nich nawet towarzyszył mi przez kilkadziesiąt metrów :-) Ktoś się musiał pewnie później nachodzić, żeby je wszystkie pozbierać...
Odcinek do Nowego Stawu (70 km) to był jedyny dziś fragment, gdzie zdarzały się dłuższe odcinki z wiatrem i tam można było popędzić prawie do 40 km/h. No ale chwilę później wiatr, wiatr, wiatr. W Ostaszewie był pierwszy prawdziwy bufet, ale z powodu dożynek było też tam takie zamieszanie, że w ogóle go nie zauważyłem i popędziłem dalej. Później przez ok. 10 km zabrałem się z dwoma innymi zawodnikami. Tu zacząłem już odczuwać słabość spowodowaną za szybkim przejechaniem pierwszego odcinka i nie byłem w stanie dawać zbyt mocnych zmian.
Aby poprawić sytuację zatrzymałem się w bufecie w Nowym Stawie. Okazało się, że jest tu też Turysta z kolegami. Turystę ostatnio widziałem chyba w podstawówce, a może nieco później :-) Było to bardzo szczęśliwe spotkanie - dzięki temu, że dogoniłem chłopaków mogłem później jechać w grupce do samej mety, a przyznam, że byli bardzo mocni - przez kolejne 90 km byłem jedynie w stanie dać kilka i to słabych zmian, a oni ciągnęli ostro do przodu, co bardzo pomagało utrzymać dobre tempo - sam bym na pewno nie utrzymał średniej powyżej 30 km/h na całej trasie.
Bufet w Nowym Stawie - ekipa w komplecie © Magic

Po wyruszeniu z Nowego Stawu zatrzymywaliśmy się jeszcze w Ryjewie (bufet z wyśmienitym ryżem z jabłkami), Białej Górze (śluza na Nogacie) oraz Miłoradzu (bufet z wieloma wyśmienitymi rzeczami :-)).
Rusałki - przemiłe gospodynie bufetu w Ryjewie © Magic

Postój przy śluzie na Nogacie w Białej Górze © Magic

Bufet w Miłoradzu - nie wiadomo co lepsze :-) © Magic

Druga część trasy była cięższa z powodu częstej jazdy pod wiatr a także dużo gorszej nawierzchni. Tu wytrzęsło nas najbardziej za Ryjewem, przed Miłoradzem oraz za Starą Wisłą. Tu był też najbardziej niebezpieczny odcinek drogą 55 z mnóstwem samochodów.
Ostatecznie dojechałem na metę z Turystą, który ostro ciągnął aż do mety.
Całkowity czas przejazdu 7 godz. 15 min., czas netto (bez oczekiwania na prom oraz bufetów) 5 godz. 23 min. 24 s, a dystans zarejestrowany przez licznik 163,77 km (średnia z jazdy 30,4 km/h).
Prawie bym zapomniał - w sumie przejechałem dziś 178 km, co jest moją nową życiówką! :-)
Poniżej linki do opowieści kolegów z imprezy:
- Opowieść Turysty
- Opowieść Adama
- Opowieść Sirmicha
- Opowieść Marchosa

Rozruch pomimo przeziębienia

Wtorek, 20 września 2011
Km: 32.40 Km teren: 2.00 Czas: 01:23 km/h: 23.42
Pr. maks.: 51.30 Temperatura: 19.0°C HRmax: 164164 ( 91%) HRavg 131( 72%)
Kalorie: 889kcal Podjazdy: 280m Sprzęt: Penny - rower żony :-) Aktywność: Jazda na rowerze
Mimo nie najlepszego samopoczucia musiałem się nieco rozruszać. W końcu to już za 4 dni Żuławy Wkoło. :-) Przetestowałem przy tej okazji rower, który czekał od Kaszebe Rundy - jeszcze dycha i wozi całkiem dobrze!

Wokół Pajtun

Niedziela, 18 września 2011
Km: 13.20 Km teren: 13.20 Czas: 01:20 km/h: 9.90
Pr. maks.: 54.90 Temperatura: 20.0°C HRmax: 165165 ( 91%) HRavg 123( 68%)
Kalorie: 667kcal Podjazdy: m Sprzęt: Bielik Aktywność: Jazda na rowerze
Dwa objazdy wokół Pajtuńskiego Młyna - jeden w towarzystwie kawalerii :-), a drugi samotny. Nieco więcej informacji wkrótce. Na zachętę dwa zdjęcia.
Pajtuńskie przejażdżki © Magic

Jesień idzie - nie ma na to rady... © Magic

Skandia Maraton - Białystok

Sobota, 17 września 2011
Km: 66.16 Km teren: 54.00 Czas: 02:38 km/h: 25.12
Pr. maks.: 51.10 Temperatura: 15.0°C HRmax: 181181 (100%) HRavg 168( 93%)
Kalorie: 2614kcal Podjazdy: m Sprzęt: Bielik Aktywność: Jazda na rowerze

Do Białegostoku przyjechałem dzień przed maratonem - miałem więc okazję na spokojnie się zarejestrować i jeszcze pstryknąć komórką fotkę z przygotowanego już do maratonu Rynku Kościuszki.
Białystok - wieczór przed maratonem © Magic

W sobotę dotarłem na start około godzinę przed maratonem, szybkie przygotowanie roweru do jazdy i już byłem gotowy do "boju". Pomimo męczącego mnie ostatnio przeziębienia czułem się wyjątkowo dobrze - to pewnie zasługa dwudniowego ładowania akumulatorów przy pomocy czekolady :-)
O 11.00 start. Pierwsze 4 km po szerokim asfalcie, nie było więc większych problemów z tłokiem i niebezpiecznymi manewrami. Udało mi się utrzymać w kilkudziesięcioosobowym "peletonie" pomimo ostrego tempa - czyli całkiem dobrze. Chwilę później skończył się asfalt i... dobra widoczność. Po wjeździe tak dużej grupy na piaszczystą drogę tumany kurzu zasypały nas na tyle skutecznie, że ciężko było nie tylko patrzeć ale i oddychać. Na szczęście po kolejnych paru minutach rozpoczął się dość mocny podjazd i tempo spadło w takim stopniu, że piach nie unosił się już w takich ilościach jak chwilę wcześniej.
Po dobrym początku ok. 10 km złapał mnie pierwszy kryzys - zaczął się długi odcinek szutru z bardzo wyraźną "tarką", czyli najmniej lubianą przeze mnie nawierzchnią. Tu parę minut dość mocno cierpiałem... Moje plecy tak "dostały" na tym odcinku, że już po ok. 20 km zacząłem je mocno odczuwać.
Na szczęście wkrótce trasa wjechała na dobre do Puszczy Knyszyńskiej gdzie przez około 40 km prowadziła różnego rodzaju leśnymi drogami i ścieżkami. I to były najprzyjemniejsze chwile maratonu, gdzie momentami mknęło się lasem nawet ponad 40 km/h. Niestety około 50 kilometra zaczęło dawać znać moje osłabienie. Od tego momentu straciłem ok. 15 pozycji, ale i tak w całkiem przyzwoitym tempie dojechałem do mety zajmując ostatecznie 72 miejsce na 151 startujących. Udało mi się przy tym wyprzedzić o pół minuty Czesława Langa! (właśnie TEGO Langa) :-)
Ogólnie trasa dość łatwa i bardzo szybka (jak na maraton MTB) - pierwszy raz w życiu przejechałem maraton powyżej 25 km/h. Największą trudnością były długie odcinki piaszczystych dróg i ta nieszczęsna "tarka"...
Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, że długość trasy wyniosła nieco ponad 66 km (wg mojego licznika), a 68 km wg oficjalnych informacji podczas, gdy w internecie przed wyścigiem podawane było 62 km. To się u Langa nie zdarza zbyt często...
I na koniec dwie fotki znalezione w Internecie na których udało mi się odnaleźć siebie samego :-)


Na starcie, fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl


A tu na pierwszym planie ;-), fot. Michał Czarnecki

Powrót do życia :-)

Piątek, 16 września 2011
Km: 11.90 Km teren: 11.90 Czas: 00:42 km/h: 17.00
Pr. maks.: 34.70 Temperatura: 15.0°C HRmax: HRavg 139( 77%)
Kalorie: 480kcal Podjazdy: 50m Sprzęt: Bielik Aktywność: Jazda na rowerze
Wreszcie mogłem się nieco rozruszać po przerwie spowodowanej nieznośnym wirusem grypopodobnym. Niestety nie czuję się tak mocno jak półtorej tygodnia temu, ale nic - jutro maraton i mam zamiar go przejechać! :-)

Patryki - okolice Olsztyna © Magic

Nie ma tego złego, co by nie mogło wyjść na lepsze!

Piątek, 9 września 2011
Km: 36.30 Km teren: 19.00 Czas: 01:25 km/h: 25.62
Pr. maks.: 52.70 Temperatura: 15.0°C HRmax: 175175 ( 97%) HRavg 157( 87%)
Kalorie: 1500kcal Podjazdy: 353m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Po najbardziej pechowym tygodniu w tym roku wreszcie przyszła szansa na mały "odjazd" rowerowy. Skończyło się na dojechaniu do działki i z powrotem.
W trakcie jazdy miałem nieodparte wrażenie, że jest tak sobie (szczególnie w tamtą stronę, kiedy wiał niemiłosierny wiatr w twarz). No ale w sumie wyszło nie najgorzej :-)
Na pocieszenie na koniec tygodnia widok, który za nie tak długo będę miał na co dzień. Nie mogę się doczekać...
Turze - panorama © Magic

Przywidz, Wieżyca i Ostrzyce czyli "Grzyb grzybowi nierówny"

Niedziela, 4 września 2011
Km: 133.70 Km teren: 55.00 Czas: 06:25 km/h: 20.84
Pr. maks.: 59.70 Temperatura: 24.0°C HRmax: 170170 ( 94%) HRavg 138( 76%)
Kalorie: 5284kcal Podjazdy: 1501m Sprzęt: Tranquill Aktywność: Jazda na rowerze
Od dłuższego już czasu bardzo korciło mnie, żeby wybrać się w kierunku Wieżycy oraz Ostrzyc. Problem w tym, że jest to dość daleko i nie bardzo uśmiechało mi się jechać tyle km tam i z powrotem. Tym razem złożyło się tak, że miałem jechać tylko tam, a później dojechać do Gdańska i tam już miał czekać transport do Tczewa. Nie do końca udało się zrealizować ten plan, ale po kolei.

Już na początku nastąpiła mała obsuwa - miałem wyjechać z rana, ale, nie wiem czemu, obudziłem się po 9.00. Tak więc wyjechałem dopiero po 11.00.
Pierwsze 26 km nudy - szosa, szosa, szosa na dodatek prawie cały czas do góry... Na szczęście zrekompensowana ładną pogodą i ciekawymi widokami. Dopiero za Pruską Karczmą zrobiło się ciekawiej - wreszcie zaczął się prawdziwy las i wjazd na Błotnię na ponad 220 m n.p.m. Na szczycie zrobiłem sobie pierwszy mały postój.
Odpoczynek na górce Błotnia za Graniczną Wsią © Magic

Ledwie ruszyłem dalej a moim oczom ukazała się taka panorama:
Panorama przed Błotnią © Magic

Następnym przystankiem w drodze na Wieżycę było Miłowo. Tu zatrzymałem się przed sklepem by uzupełnić zapasy napojów (było dość gorąco) i poczytać lokalne ogłoszenia. :-)
Sklep w Miłowie © Magic

Ogłoszenie w Miłowie © Magic

Widząc powyższe ogłoszenie stwierdziłem, że prawdą jest iż człowiek uczy się całe życie i jednogłośnie uznałem temat konkursu za moją prywatną sentencję dnia! ;-)
Po chwilowej zadumie nad ogłoszeniami popędziłem zielonym szlakiem z Miłowa w kierunku Przywidza, początkowo w dół przez las a później ciekawą trasą wzdłuż brzegu jeziora. Przejeżdżałem już co prawda kiedyś tą drogą, ale dopiero tym razem zauważyłem, że na cyplu na brzegu jeziora znajdują się pozostałości dawnego grodziska (Grodzisko w Przywidzu).
Jezioro Przywidzkie © Magic

Droga przy Jeziorze Przywidzkim © Magic

Grodzisko w Przywidzu © Magic

Jezioro Przywidzkie - panorama z Przywidza © Magic

Z Przywidza ruszyłem dalej w kierunku Wieżycy. Po drodze zajechałem nad jezioro Głęboczko, które w sezonie jest moim ulubionym kąpieliskiem w okolicy.
Jezioro Głęboczko © Magic

Od brzegu jeziora droga wspinała się ostro do góry zalesionym wąwozem. Parę kilometrów dalej, wyjeżdżając z lasu zauważyłem żurawie żerujące na łące - dojeżdżałem do Nowej Wsi Przywidzkiej.
Żurawie na łące © Magic

Nowa Wieś Przywidzka © Magic

Pozostało mi jeszcze niecałe 15 km do Wieżycy, ale o tym wkrótce...
...................................................................
No to jedziemy dalej:
Odcinek pomiędzy Nową Wsią a Wieżycą to głównie lasy i pola i bardzo uroczy zakątek nad Jeziorem Połęczyńskim. Co ciekawe ani razu nie widziałem szczytu Wieżycy z daleka, a przecież jest całkiem dobrze widoczny z większości kierunków. Tym razem się nieźle zakamuflował. Zobaczyłem go dopiero jak już wjechałem na samą górę. Tym razem był tu spory ruch i nawet pan z kozą czekał na chętnych do sfotografowania się z nim :-)
Ja jednak wolałem wejść na wieżę i znów popodziwiać rozległą panoramę widoczną z góry. To miejsce ma w sobie coś magicznego...
Wieża widokowa na Wieżycy © Magic

Panorama z wieży widokowej na Wieżycy © Magic

Po nie za długiej kontemplacji okolicznych widoków czekał mnie chyba najprzyjemniejszy odcinek dzisiejszej wycieczki - zjazd z Wieżycy czarnym szlakiem w kierunku Ostrzyc. Po kilkugodzinnym wspinaniu się wreszcie mogłem popędzić bez potrzeby większego wysiłku. No i ta miła leśna serpentynka! Polecam każdemu lubiącemu leśną jazdę i górskie zjazdy bez kamieni :-)
Po kilku minutach docieram, już dość głodny, do Ostrzyc, ale i tu jest miejsce, które traktuję jako obowiązkowe do odwiedzenia za każdym razem, gdy jestem w pobliżu - Jastrzębia Góra.
Widok z Jastrzębiej Góry w Ostrzycach © Magic

No i wreszcie docieram do Pieca Chlebowego - drugiego mojego celu dzisiejszego dnia. Tu musi być dobre jedzenie, skoro przejechałem ponad 65 km, żeby spróbować tutejszej rybki (mojego ulubionego szczupaka)! :-)
Piec Chlebowy w Ostrzycach © Magic

Widok z Pieca Chlebowego na Jezioro Ostrzyckie © Magic

Posiłek rowerzysty-turysty © Magic

Jedząc obiad w Piecu Chlebowym dowiaduję się, że jednak transportu do domu nie będzie, ale to nie jest wielki problem - czasu jest wystarczająco, żeby wrócić przed zmierzchem. Muszę jednak przyspieszyć i zdecydowanie skrócić postoje, co odbija się na możliwości dokumentowania przejazdu...
I tak się za bardzo rozgadałem, więc jeszcze tylko jedno zdjęcie z okolic Rąty-Sławki i jestem już w domu ;-)
Polana pomiędzy Rątami a Sławkami © Magic

Prawda, że można pomylić z Beskidami?

kategorie bloga

Moje rowery

Bielik
Tranquill
Kajak
Penny - rower żony :-)
Rower taty
Inne rowery, taki np. Jaguar :-)
Trenażer
Ferrari

szukaj

archiwum